Kategoria: Recenzja

  • Semogue Pharos

    Semogue Pharos

    Pchany ciekawością i chęcią poznania nowych doznań golenia, postanowiłem kupić swój pierwszy pędzel z końskiego włosia. Po przeczytaniu dziesiątek recenzji w sklepach internetowych byłem zdecydowany na pędzel marki Vie Long, jednak dostępność produktów tej firmy na polskim rynku szybko zweryfikowała moje plany zakupowe. Czytałem dalej i wkrótce wyłonił się drugi kandydat, z którego dostępnością było znacznie lepiej. Marki Semogue nie trzeba nikomu przedstawiać: produkty tego portugalskiego producenta trzymają poziom i są dostępne w większości rodzimych sklepów internetowych, dzięki czemu problem z dostępnością został rozwiązany.

    Wybór padł na model Pharos C3. Semogue produkuje także model Galahad, w którym użyto włosia końskiego nieco wyższej jakości.

    Z informacji znalezionych w internecie wynika, że podział włosia końskiego stosowanego przez Semogue wygląda następująco:

    Pharos (Pure Horse Hair) – większa sprężystość przy mniejszej miękkości końcówek,
    Galahad (Premium Horse Hair) – mniejsza sprężystość przy większej miękkości końcówek.

    Niestety nie posiadam żadnego innego pędzla z włosia końskiego, więc nie opiszę tu porównań w tym zakresie. Być może ktoś z Was chciałby podzielić się swoimi doświadczeniami? Mogę jedynie porównać sprężystość (backbone) i jakość włosa z posiadanymi przeze mnie modelami Semogue z włosia dzika. Kilka takich porównań znajdziesz w dalszej części tekstu.

    Od pędzla do wąglika

    Szukając ogólnych informacji o włosiu końskim stosowanym w pędzlach do golenia, natrafiłem na ciekawy wątek, który zaprowadził mnie w czasy I wojny światowej i do niespodziewanego powiązania włosia końskiego z wąglikiem.

    I wojna światowa wpłynęła również na produkcję pędzli do golenia, które trafiały zarówno na rynek cywilny, jak i do wyposażenia osobistego żołnierzy. Łańcuchy dostaw sierści borsuczej, z której dotąd wykonywano pędzle, zostały zakłócone, a w skrajnych przypadkach całkowicie zerwane, przez co ceny surowca gwałtownie wzrosły. Producenci musieli więc poszukać tańszej i łatwiej dostępnej alternatywy, która zachowa charakterystykę włosia borsuczego. Idealnym rozwiązaniem okazało się włosie końskie. Dążenie do dalszego obniżania kosztów doprowadziło jednak do ograniczenia jego sterylizacji. Włosie importowano głównie z Rosji, Chin i Japonii, a w efekcie powstawały pędzle zanieczyszczone laseczkami wąglika (Bacillus anthracis), który występuje najczęściej u bydła, owiec, kóz, a także właśnie u koni.

    Badania prowadzone przez kolejne lata wykazały, że świnie i dziki są znacznie bardziej odporne na tę bakterię. Podobnie było w przypadku borsuków, które do wybuchu wojny były głównym źródłem sierści do produkcji pędzli.

    Po użyciu gazów bojowych, takich jak chlor, fosgen czy iperyt siarkowy (gaz musztardowy), na wyposażenie wojska trafiły maski przeciwgazowe oraz osobiste zestawy do golenia, których pędzle wykonywano w przeważającej części z niesterylizowanego włosia końskiego. W trakcie walk okazało się, że gładko ogolona twarz poprawia szczelność masek, ponieważ lepiej przylegają one do skóry. Jednocześnie laseczki wąglika z zainfekowanych pędzli przedostawały się podczas golenia przez podrażnioną lub skaleczoną skórę rekrutów, co prowadziło do licznych zakażeń.

    W 1915 roku brytyjscy wojskowi rozpoczęli badania nad rosnącą liczbą przypadków wąglika skórnego, który rozwijał się głównie na twarzach, głowach i szyjach żołnierzy. Po roku badań ustalono, że źródłem problemu były zestawy do golenia wydawane żołnierzom, a dokładniej ich pędzle.

    Więcej szczegółów znajdziecie w źródłach podlinkowanych na końcu wpisu.

    Semogue Pharos C3

    Szukając pierwszego pędzla do golenia z włosia końskiego, nie miałem prawie żadnych wymagań. Nie znając charakterystyki tych pędzli, trudno wyznaczyć konkretne założenia. Ponieważ mydło wstępnie wyrabiam w miseczce, a następnie kończę spienianie na twarzy, wybrałem model z większą sprężystością pęku. Pharos mógł być gwarantem porządnego masażu twarzy ze względu na twardsze włosie. Z informacji znalezionych w sieci wynika, że to właśnie ten model (w porównaniu z Galahadem) ma mocniejszy „kręgosłup” i twardsze końcówki.

    Zamówiłem dwa pędzle Semogue Pharos C3 u dwóch różnych dostawców. Nowszą wersję zakupiłem w sklepie “Dwa ostrza”, starszą w “Margo Prezenty”, który niestety już nie istnieje. Recenzja powstała w oparciu o starszą wersję, ale w dalszej części tekstu porównuję obie wersje pędzli.

    Wygląd zewnętrzny i parametry

    Pędzel przyjeżdża do nas w klasycznym, kartonowym opakowaniu wzorem innych produktów portugalskiego producenta. Wykonany jest z barwionego drewna bukowego z wygrawerowanym na spodzie napisem „Semogue”, podobnie jak ma to miejsce w modelach 1470, 1800 czy SOC. Pędzel występuje w trzech wersjach kolorystycznych seledynowym, czarnym oraz karmelowo-żółtym i jest zaopatrzony w metalowy pierścień ochronny, który ma zapobiegać pękaniu drewnianej rączki.

    Rękojeść wykonana w klasycznym stylu, zapewniająca pewny oraz bardzo wygodny w użytkowaniu chwyt. Retro styl projektu rączki bardzo spodobał mi się w tym konkretnym modelu i był jednym z powodów wyboru. Pewne obawy może budzić naklejka z logiem producenta na rączce, ale mając na uwadze identyczne rozwiązanie w przypadku innych modeli pędzli Semogue oraz ich bezawaryjność w tej kwestii, nic złego nie powinno się wydarzyć.

    Waga pędzla jest w pełni zgodna z deklaracją producenta i wynosi 40 gramów, podobnie jak wymiary, które przedstawiają się następująco.

    Wysokość całkowita: 103 mm

    Wysokość włosia: 50 mm

    Średnica knota: 21 mm

    Na tle innych wyrobów firmy Semogue wykonanych z włosia dzika Pharos prezentuje zbliżoną wielkość i gabaryty.

    Charakterystyka włosia

    Po wyjęciu pędzla z pudełka zacząłem porównywać sztywność knota oraz miękkość końcówek do znanych mi rozwiązań wykonanych z włosia borsuka oraz dzika. Węzeł zbity, gęsty, sztywny z porządnym kręgosłupem i dobrze wyczuwalnymi na twarzy końcówkami włosia (delikatne odczucie kłucia). Osobiście liczyłem właśnie na taki efekt, ponieważ lubię czuć pędzel na twarzy podczas wyrabiania piany. Węzeł wydawał mi się sztywniejszy od tych zastosowanych w pędzlach wykonanych z włosia dzika i najbardziej zbliżony w odczuciach do nowego pędzla Semogue Torga C5 (sprzed okresu „złamania” włosia).

    Następnie przyszedł czas na wypróbowanie tego pędzla podczas klasycznego wyrabiania piany w miseczce oraz na twarzy. Pędzel moczony w ciepłej (nie gorącej) wodzie był gotowy do pracy w ciągu 5 minut. Zdecydowanie szybciej chłonie wodę w stosunku do pędzli wykonanych z sierści dzika. W dodatku magazynuje jej dość sporo, porównywalnie z włosiem borsuczym.

    Po wyciśnięciu węzła zacząłem wyrabiać mydło w miseczce i po około 4 minutach energicznego kręcenia powstała gęsta, zbita, bardzo dobrze wyrobiona piana.

    Przeszedłem do wyrabiania piany na twarzy. Pędzel nie wydawał się już tak sztywny i kłujący jak podczas pierwszych testów na sucho. Knot daje (zgodnie z moimi oczekiwaniami) bardzo przyjemny, dobrze wyczuwalny masaż twarzy z delikatnym, ledwo wyczuwalnym kłuciem. Włosie świetnie oddaje wyrobioną pianę i trzyma nad nią kontrolę. Nic nie chlapie, piana nie spada samoczynnie z pędzla, a miałem jej zmagazynowanej naprawdę sporo. Pod tym względem jest bardzo dobrze.

    Po wypłukaniu pędzla knot w dalszym ciągu jest dość dobrze zbity, co w przypadku pędzli wykonanych z sierści dzika przy średnicy 21 mm nie jest tak oczywiste. Czas schnięcia porównywalny z pędzlami wykonanymi z włosia borsuka. Pędzel schnie zdecydowanie szybciej w stosunku do pędzli wykonanych z sierści dzika. Nie wiem czy Pharos wraz z upływem czasu będzie stawał się mopowaty, ale kilkanaście goleń powinno dać odpowiedź na tę małą zagadkę.

    Zapach

    Czytając recenzje innych użytkowników, obawiałem się, że przez co najmniej kilka kolejnych goleń zamiast ładnego zapachu mydła będę czuł specyficzny, mało przyjemny zapach mokrego, końskiego włosia. Nic z tych rzeczy. Całkiem możliwe, że te pędzle są dobrze sterylizowane, bo już podczas pierwszego golenia nie wyczułem niczego poza zapachem mydła. Tak samo było po wypłukaniu pędzla: żadnego nieprzyjemnego zapachu.

    Potencjalne problemy z końskim włosiem

    Informacje zawarte w tej sekcji nie muszą znajdować potwierdzenia w rzeczywistości, ale odnalazłem je w Internecie i postanowiłem podzielić się z Wami kilkoma z nich.

    Głównymi problemami, które mogą występować podczas użytkowania pędzli z tego rodzaju włosiem, są mopowatość, splątywanie się włosia oraz problemy z zatrzymywaniem wody. Co do tego ostatniego, na tym etapie niczego takiego nie stwierdziłem. Pędzel bardzo dobrze magazynuje wodę, o czym wspominałem już wcześniej. Jeżeli ta charakterystyka utrzyma się na takim poziomie, to całkiem możliwe, że problem ten dotykał użytkowników pędzli innych marek niż Semogue.

    Jeśli chodzi o mopowatość i splątywanie się włosia, na chwilę obecną nie mogę ani zaprzeczyć, ani potwierdzić tych informacji.

    Nowa kontra stara wersja pędzla Pharos

    Pędzel Semogue Pharos zmienił swój wygląd zewnętrzny na przestrzeni ostatnich lat. Dla porównania wykonałem kilka zdjęć, na których widać charakterystyczne różnice pomiędzy obiema wersjami tego samego pędzla.

    Pierwszą charakterystyczną zmianą jest inna wielkość oraz oznakowanie opakowania. Starsza wersja odznaczała się większym opakowaniem, natomiast nowy wypust przyjeżdża do nas w mniejszym pudełku z zaleceniami dotyczącymi pielęgnacji pędzla.

    Dodatkowo do nowej wersji Pharosa dołączany jest stojaczek. Co prawda jego jakość pozostawia wiele do życzenia, ale przynajmniej jest gdzie postawić mokrego konika w razie braku jakiegokolwiek innego stojaka.

    fot. Nowa wersja ze stojakiem

    Kolejna różnica, która rzuca się w oczy od razu podczas porównywania tych dwóch wersji, to kształt rączki. Obie wyprofilowano w klasycznych kształtach przypominających pędzle retro, ale nowa wersja wydaje się bardziej masywna, co wpływa również na ogólną masę, wynoszącą blisko 60 gramów. Obie rączki są bardzo wygodne i dobrze układają się w dłoni. Według danych producenta zostały wykonane z drewna bukowego.

    Elementem wyróżniającym te dwa modele jest także oznakowanie rączek. Starszy model oznaczono naklejką oraz grawerem na spodzie rączki.

    W nowym projekcie mniejszy grawer znajduje się w miejscu naklejki starszego wypustu. Spód jest gładki i nie jest w żaden sposób oznakowany.

    Źródła:

    How Shaving Brushes Gave World War I Soldiers Anthrax [ang.]

    Anthrax Cases Associated with Animal-Hair Shaving Brushes [ang.]

    Anthrax in Vintage Animal-Hair Shaving Brushes [ang.]

  • Westman i jego Nirvana

    Westman i jego Nirvana

    Dzisiejszy zestaw goleniowy to połączenie naturalnego, bezzapachowego mydła z japońską precyzją oraz jednym z naszych ponadczasowych klasyków.

    Westman Suave w bazie Nirvana

    Suave w języku portugalskim (oraz hiszpańskim) w dosłownym tłumaczeniu oznacza łagodny, miękki, delikatny lub przyjemny. W kontekście marki Westman Shaving i ich bezzapachowej linii, nazwa ta została wybrana nieprzypadkowo. Produkt jest niezwykle łagodny dla wrażliwej skóry, stworzonej z myślą o alergikach lub tych, którzy w sposób świadomy wybierają mydło bezzapachowe, chcąc stosować ulubione wody po goleniu bez wchodzenia w zapachowe interakcje.

    Początkowo mydło to powstawało w bardzo dobrej, mydlanej bazie Nirvana, która oparta była na łoju (tallow). Wraz z wprowadzeniem przez Tiago bazy HALO, która oparta została wyłącznie o składniki pochodzenia wegańskiego (debiut rynkowy 18 września wraz z nową linią zapachową o nazwie Habitus), także mydło Suave przeszło reformulację i dziś dostępne jest wyłącznie w bazie wegańskiej.

    Modyfikacje w produkcie nie ograniczyły się wyłącznie do samej bazy mydła. Objęły również opakowanie i o ile w przypadku starcia baz Nirvana i HALO trudno jednoznacznie wskazać zwycięzcę, o tyle w kwestii designu i formy pojemnika różnice są na tyle wyraźne, że łatwiej o jedno rozstrzygnięcie. Moim zdaniem starsza wersja pojemnika wyróżniała się bardzo ładną etykietą wykonaną ze specjalnego, metalizowanego materiału, która efektownie lśniła odbijając światło niczym prawdziwe srebro lub chrom. Poprzednia etykieta została wykonana techniką embossingu. Jej trójwymiarowa struktura była wyraźnie wyczuwalna pod palcami, co podkreślało charakter produktu klasy premium i dość mocno angażowało wzrok. Nowa wersja to klasyczna, płaska naklejka o matowym wykończeniu, stawiająca na minimalistyczną typografię i design.

    Skład mydła Suave wykonanego w bazie Nirvana przedstawiał się następująco:

    Aqua, Potassium Kokum Butterate, Potassium Tallowate, Glycerin, Potassium Stearate, Potassium Mango Butterate, Dimethicone, Sodium Kokum Butterate, Potassium Castorate, Sodium Tallowate, Lanolin, Sodium Stearate, Sodium Mango Butterate, Brassica Oleracea Italica (Broccoli) Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Sodium Lactate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Sodium Castorate, Caprae Lac (Goat Milk) Powder, Xanthan Gum, Kaolin, Tocopherol (Vitamin E)

    Do wyróżniających się składników bazy Nirvana zaliczyć należy:

    Główne tłuszcze ochronne: Łój (Tallow) oraz lanolina, które odpowiadają za amortyzację i zapobiegają wysuszaniu naskórka. To fundamenty bazy, zapewniające tradycyjną gęstość, tłustość i poślizg,

    Masła roślinne: Zwiększone stężenie masła kokum oraz masła mango, które nadają pianie kremową strukturę piany, zapewniają także odżywienie skóry,

    Olejki i regeneracja: Olej z nasion brokułu (zastąpił wcześniej stosowany olej z pestek moreli dla lepszego wchłaniania), olej jojoba, olej awokado oraz masło shea, a także lanolina (Lanolin), która znacząco podbija właściwości pielęgnacyjne po goleniu (tzw. posta shave),

    Dodatki kondycjonujące: Dimetykon (Dimethicone) ciekawy dodatek silikonowy mający na celu zmaksymalizowanie poślizgu ostrza po skórze,

    Odżywienie skóry: Kozie mleko (Caprae Lac/Goat Milk Powder) to sproszkowane mleko kozie, które w kosmetykach do golenia i pielęgnacji skóry pełni funkcję silnego, naturalnego kondycjonera, humektantu (wiąże i zatrzymuje wodę) i środka łagodzącego.

    Baza Nirvana była ewolucją pierwotnej receptury marki Westman. Została opracowana w celu uzyskania maksymalnego poślizgu, gęstości piany oraz wyjątkowego komfortu po goleniu. Piana generowana przez tę bazę jest błyszcząca, zwarta i zapewnia doskonałą ochronę przed każdym rodzajem ostrza.

    SOTD 27/09/2026

    Mydło Westman Suave na bazie Nirvana, po raz kolejny udowodniło, dlaczego cieszy się tak dobrą opinią wśród miłośników tradycyjnego golenia. Ładowanie pędzla bezproblemowe, piana powstała szybko z imponującą gęstością. W pierwszej fazie mydło zostało wyrobione w ceramicznej miseczce zanurzonej do połowy w gorącej wodzie. Spienianie finalnie dokończyłem bezpośrednio na twarzy.

    To piana o wyjątkowo bogatej, kremowej strukturze, przypominająca gęsty jogurt lub dobrze ubitą śmietanę. Przy odpowiednim nawodnieniu staje się niezwykle elastyczna i wręcz „lepka” w pozytywnym znaczeniu, dzięki czemu doskonale przylega do skóry i nie znika nawet podczas wolniejszych, bardziej wymagających przejść szawetką.

    Poślizg stoi na bardzo wysokim poziomie. Ostrze Feather Pro Guard PG-15 porusza się płynnie zarówno podczas pierwszego przejścia (z włosem), jak i podczas goleniu pod włos, gdzie ujawniają się wszelkie niedoskonałości mydła. W przypadku Suave nie zauważyłem najmniejszych nieprawidłowości. Równie dobre wrażenie robi tzw. poślizg resztkowy. Nawet po zgoleniu piany na skórze pozostaje dobrze wyczuwalny ochronny film, który pozwala bezpiecznie wykonać drobne poprawki bez konieczności ponownego nakładania produktu.

    Baza Nirvana oferuje także znakomitą amortyzację. Ostrze zachowuje pełne czucie zarostu, a jednocześnie skóra jest skutecznie izolowana przed jego agresywnością. Jest to szczególnie odczuwalne podczas używania szawetek Artist Club, które potrafią być bardzo wymagające wobec jakości piany. Po goleniu skóra pozostaje dobrze odżywiona, miękka i przyjemna w dotyku, bez uczucia przesuszenia czy ściągnięcia.

    To właśnie takie mydła sprawiają, że nowoczesne receptury osiągnęły poziom, o którym jeszcze kilkanaście lat temu większość producentów mogła tylko marzyć. W połączeniu z bezkompromisową skutecznością Feather AC uzyskałem niezwykle komfortowe, a jednocześnie bardzo dokładne golenie.

    Finisz należał do jednego z moich ulubionych kosmetyków do którego zawsze powracam z wielkim sentymentem. Brutal Classic, zapach, który od dekad nieprzerwanie towarzyszy kolejnym pokoleniom miłośników tradycyjnego golenia. Charakterystyczna, wyrazista kompozycja łączy świeże nuty cytrusowe z akordami ziołowymi, przyprawowymi i klasyczną męską bazą. Nie jest to zapach, który próbuje przypodobać się wszystkim. Brutal od zawsze miał własny charakter i właśnie za tę bezkompromisowość ceni go tak wielu użytkowników.

    Po nowoczesnym i luksusowym doświadczeniu, jakie oferuje Westman Suave na bazie, Brutal wprowadza nutę nostalgii. Chłodny alkoholowy strzał po goleniu szybko przechodzi w przyjemne uczucie odświeżenia, a charakterystyczny aromat jeszcze przez dłuższą chwilę przypomina o skończonym rytuale.

    To było spotkanie dwóch światów: nowoczesnego rzemiosła premium i polskiej klasyki, która pomimo upływu lat nadal potrafi dostarczyć wiele satysfakcji.

  • Merkur 34c czyli ponadczasowa klasyka

    Merkur 34c czyli ponadczasowa klasyka

    Rys historyczny

    Kiedy w 1896 roku Emil Hermes zakładał w Solingen – miejscowości słynącej z wielosetletniej tradycji wyrobu doskonałych ostrzy i narzędzi tnących – firmę „Merkur”, nie wiedział jeszcze, jak bardzo jego produkty wkomponują się w lokalne dziedzictwo i zrewolucjonizują rynek tradycyjnego golenia na mokro.

    Obraz przedstawiający fabrykę „Merkur”

    Emil Hermes był niemieckim rzemieślnikiem, wyrazistym przedsiębiorcą i pionierem w dziedzinie akcesoriów do golenia na mokro. Jego postać wpisuje się w złotą erę niemieckiego przemysłu stalowego przełomu XIX i XX wieku.

    O samym życiu prywatnym Emila Hermesa zachowało się stosunkowo niewiele dokumentów, jednak jego profil zawodowy był ściśle związany z tożsamością miasta Solingen (w Północnej Nadrenii-Westfalii). Solingen od stuleci słynęło w całej Europie z tradycji obróbki stali, nazywane Miastem Ostrzy (Klingenstadt). W latach 90. XIX wieku miasto przeżywało boom przemysłowy. Miejscowi rzemieślnicy przechodzili od małych przydomowych warsztatów szlifierskich do nowoczesnych fabryk, szukając nisz na rynku. Emil Hermes był jednym z tych innowatorów i dostrzegł rosnące zapotrzebowanie na precyzyjne narzędzia do męskiej pielęgnacji.

    „Merkur” od samego początku stawiała na wysoką jakość produkcji oraz duże zaangażowanie w proces obsługi swoich klientów. Na przełomie XX wieku firma z Solingen była pionierem w produkcji żyletek o podwójnym ostrzu o czym mało kto już dziś pamięta.

    Pomysłowość marketingowa i narodziny marki

    Podczas rejestracji firmy Emil Hermes napotkał pewną przeszkodę prawną. Nazwisko „Hermes” było w Solingen niezwykle popularne. Funkcjonowało już kilku producentów noży i brzytw o tym samym nazwisku. Aby zinterpretować swoje dziedzictwo i jednocześnie zbudować unikalną markę, Hermes zastosował błyskotliwy ruch marketingowy, polegający na odwołaniu się do mitologii. Zamiast użyć nazwiska, sięgnął po rzymskiego odpowiednika greckiego boga Hermesa – Merkurego (Merkur).

    Bóg Merkur w mitologii rzymskiej był patronem handlu, rzemiosła, zysku i podróżnych. Dzięki temu zabiegowi Emil zagwarantował powstającej firmie prestiżowy, międzynarodowy wydźwięk. Projekt logo przedstawia popiersie boga Merkurego w charakterystycznym skrzydlatym hełmie (petaos). Znak ten do dziś tłoczony jest na opakowaniach maszynek i jest błyskawicznie rozpoznawalny przez entuzjastów Tradycyjnego Golenia na całym świecie.

    Innowacja projektowa (Der Rasierhobel)

    Początkowo zakład produkował tradycyjne brzytwy, nożyczki i noże. Jednak największą zasługą Emila Hermesa było ogromne zaangażowanie w proces konstrukcji rozwiązań, które miały zrewolucjonizować męskie golenie. Model, który zapoczątkował wielki marsz firmy „Merkur” na drodze ku rewolucji była konstrukcja o nazwie Barthobel (1896–1900). To pierwsza maszynka klinowa z grzebieniem autorstwa Emila Hermesa, co w tamtych czasach nie było takie oczywiste. Projektant działał bowiem w epoce, w której wielu producentów inspirowało się nawzajem. Źródła historyczne wskazują, że pierwsze konstrukcje były oryginalnymi, własnymi projektami, a nie kopiami innych maszynek.

    Omawiana maszynka Barthobel wyposażona była w ostrze (klinowa klinga), które umieszczało się w głowicy skręcanej 4 śrubami, ale należało ją ostrzyć jak klasyczną brzytwę.

    Stale udoskonalając swoje projekty w oparciu o klasyczną żyletkę dwustronną (DE), firma założona przez Emila Hermesa osiągnęła przełom w 1931 roku, kiedy to z gabinetów projektowych na światowe rynki trafiła kultowa maszynka Merkur 34C.

    Merkur 34c „Heavy Duty”

    Źródła handlowe i opisowe zgodnie wskazują, że przydomek HD pojawił się w latach ’80. To oznacza, że najpóźniej w tej dekadzie model 34C był już w regularnej produkcji i sprzedaży. W dostępnych materiałach (sklepy, katalogi, opisy producenta oraz archiwalne listingi) nie występuje wcześniejsza, oficjalna data premiery maszynki z dopiskiem HD. Model 34C został wprowadzony na rynek kilka dekad po tym, jak Emil Hermes zarejestrował działalność. W tym czasie firmą zarządzali już synowie założyciela – Erich i Hans.

    Konstrukcja ta w niezmienionej formie i z tym samym klasycznym wzornictwem produkowana jest do dnia dzisiejszego. To jedna z najbardziej cenionych i najczęściej wybieranych maszynek do golenia wśród tradycjonalistów na całym świecie. Regularnie polecana zarówno na forach internetowych, jak i przez doświadczonych weteranów społeczności TG prowadzących blogi oraz kanały społecznościowe.

    Bohaterka tej recenzji to konstrukcja licząca sobie już ponad 80 lat, lecz mimo tak imponującego wieku wciąż daje wiele satysfakcji zarówno dawnym, jak i nowym użytkownikom.

    Opakowanie produktu

    Maszynka zapakowana została w tekturowy kartonik z logo producenta, czyli słynnego „Merkura”. Wewnątrz, oprócz samego urządzenia, znajduje się firmowa żyletka umieszczona w pergaminowej kopercie. Sama maszynka spoczywa w odpowiednio wyprofilowanym, wewnętrznym kartoniku, który stabilizuje ją i chroni przed swobodnym przemieszczaniem się podczas transportu.

    Aby bezpiecznie przechowywać maszynkę Merkur 34C lub inne modele o zbliżonych wymiarach (krótka rączka do ok. 77–110 mm), niemiecki producent stworzył dedykowane opakowanie Case 3000, które wykonane zostało z lekkiego, profilowanego tworzywo sztuczne (Polistyren) z wytłoczonym logo “Merkur”. Pudełko posiada wewnętrzne przegródki stabilizujące maszynkę oraz miejsce na zapasową paczkę żyletek.

    Specyfikacja produktu

    Merkur 34C HD to dwuczęściowa maszynka o masie całkowitej 78 gramów (dane ze strony producenta). Czapka wraz ze śrubą gwintowaną została wykonana z chromowanego odlewu cynku i waży 15 gramów, natomiast uchwyt z dolną częścią głowicy — z chromowanego mosiądzu — ma masę 58 gramów.

    Radełkowanie rączki w formie mikrodiamentów zapewnia bardzo dobrą przyczepność, dzięki czemu maszynka pozostaje łatwa w kontroli i manewrowaniu podczas całego procesu golenia. Chwyt jest pewny, a jej masa dodatkowo potęguje wrażenie obcowania z solidnym, dobrze wykonanym narzędziem.

    Dzięki niewielkiej długości całkowitej, wynoszącej 71 mm, maszynką operuje się wyjątkowo łatwo. Merkur 34C HD sprawia wrażenie konstrukcji „zwinnej”, świetnie wyważonej i bardzo naturalnie układającej się w dłoni.

    Z danych zawartych w Internecie wynika, iż przy zamkniętej głowicy i szczelinie GAP wynoszącej 0,71 mm model ten powinien charakteryzować się średnią agresywnością. W praktyce 34c HD charakteryzuje się niezwykłą delikatnością. Dopiero sięgnięcie po agresywniejsze żyletki wyostrza jej charakter, choć wciąż daleko jej do typowej średniej półki pod względem agresywności.

    Z tego powodu maszynka ta często trafia na listy modeli idealnych do nauki tradycyjnego golenia żyletkami DE. Chciałbym jednak wyraźnie zaznaczyć, że w moim odczuciu zasługuje ona na o wiele większą uwagę niż słynna Mühle R89. Miałem okazję stawiać pierwsze kroki z „Mühle” i w zestawieniu z Merkurem 34C wypada ona po prostu słabiej. Kultura pracy, komfort i ostateczny efekt golenia przemawiają zdecydowanie za modelem z Solingen. Nowym adeptom tradycyjnego golenia szczerze polecam wziąć to pod uwagę przy wyborze pierwszej maszynki.

    Jakość wykonania

    O produktach marki Merkur z Solingen można śmiało powiedzieć, że oferują wysoką jakość — z zewnątrz elementy chromowane są gładkie i pozbawione niedoskonałości. Wnętrze głowicy wykończono jednak wyraźnie gorzej, dopuszczając do nierówności i braków w powłoce. Ostatecznie to „Mühle” zdobywa tu przewagę, prezentując znacznie wyższy standard wykonania niewidocznych na pierwszy rzut oka elementów.

    Wymiana żyletki przebiega bardzo intuicyjnie i nie powinna sprawić trudności nawet początkującym. Mechanizm zaciskający pracuje precyzyjnie, stabilnie blokując żyletkę wewnątrz głowicy — po skręceniu nie występują żadne luzy, a ostrze układa się symetrycznie, z równomiernym odsłonięciem po obu stronach. W mojej ocenie mankamentem jest dość wyraźnie wystająca żyletka po obu stronach głowicy, co starałem się zobrazować na poniższym zdjęciu. Może to skutkować drobnymi skaleczeniami podczas dokręcania głowicy w przypadku gdy krawędzie żyletki będą ostre.

    Charakterystyka golenia

    Merkur 34C, słynący ze swojej łagodności, jest — jak wspomniałem wcześniej — szczególnie polecany początkującym adeptom golenia na mokro. W pełni podzielam te opinie: maszynka oferuje gładkie, delikatne i komfortowe golenie, wolne od podrażnień i skaleczeń. Konstrukcja głowicy skutecznie chroni przed nieprzyjemnym „czuciem żyletki” na skórze, a jej płynne prowadzenie zapewnia pewne cięcia nawet w trudniej dostępnych miejscach, takich jak okolice wąsów czy bardziej newralgiczny podbródek.

    Jeśli posiadasz gęsty i twardy zarost, prawdopodobnie konieczne będzie wykonanie kilku poprawek, które przy zbyt intensywnym prowadzeniu maszynki, mogą doprowadzić do przegoleń. Sam komfort golenia w dużej mierze zależy również od żyletki, jaką zastosujesz podczas golenia oraz od zastosowanego rodzaju mydła, które może dysponować wyższym lub niższym wskaźnikiem ochrony. Merkur 34C jest konstrukcją wyjątkowo elastyczną i „dogaduje się” z wieloma ostrzami, pozwalając na ich dobór w zależności od oczekiwanego efektu. Po serii testów najlepsze rezultaty uzyskiwałem z żyletkami „BIC Chrome Platinum” oraz „Feather New Hi‑Stainless”. Bardzo dobre golenie zapewniała także „Treet Carbon Steel” („Black Beauty”). Zdecydowanie słabsze efekty dawały tzw. łagodne żyletki, jak Astra Superior Platinum, choć inni użytkownicy mogą mieć zupełnie odmienne doświadczenia — warto sprawdzić to na własnej skórze.

    Blaski i cienie Merkur 34c HD

    Po wielu goleniach z Merkur 34C mogę wskazać najważniejsze aspekty, na które warto zwrócić uwagę, decydując się na ten klasyczny model z Solingen. Do niezaprzeczalnych atutów recenzowanej maszynki należą:

    • Przystępna cena maszynki co jest dużą zaletą, zwłaszcza dla osób wchodzących w świat TG,
    • Dobra, klasyczna jakość wykonania,
    • Moletowanie rączki oraz waga maszynki,
    • Wyważenie,
    • Tolerancja i duża konfigurowalność żyletek w zależności od potrzeb użytkownika,
    • Łagodność golenia (ważna charakterystyka, zwłaszcza dla początkujących),
    • Ogólna jakość golenia.

    Do słabych stron maszynki należy zaliczyć:

    • Nierównomierna jakość powłok maszynki,
    • Długość rączki może być problematyczna dla osób z większymi dłońmi,
    • Możliwa niska efektywność w przypadku bardzo gęstego i twardego zarostu.

    Odmiany modelu Merkur 34c HD

    Merkur 34C HD występuje w kilku odmianach konstrukcyjnych i wykończeniowych, ale sama „rodzina 34” jest bardzo prosta — to jeden z najbardziej klasycznych modeli „Merkur”. Poniżej starałem się zamieścić pełny, uporządkowany przegląd wszystkich wersji, występujących obecnie na rynku. Poszczególne odmiany 34C są zasadniczo tym samym narzędziem pod względem geometrii głowicy, a różnią się pomiędzy sobą wykończeniem powierzchni.

    34C Bright Chrome (34001)

    To najbardziej typowa, podstawowa wersja. Uchwyt jest wykonany z mosiądzu, a głowica z odlewanego ciśnieniowo cynku. Powierzchnie są galwanicznie chromowane na błysk. Konstrukcja jest dwuczęściowa, z zamkniętym grzebieniem i prostym cięciem. Waga deklarowana na stronie producenta to 78 gramów.

    fot. Merkur 34c HD błyszczący chrom

    34C Matt Chrome (34002)

    Mechanicznie jest to zasadniczo ten sam 34C, ale zastosowano matowe chromowanie galwaniczne. Waga jaką zadeklarował producent to 83 gramy, czyli około 5 gramów więcej w stosunku do wersji błyszczącej.

    fot. Merkur 34c HD matowy chrom

    34G Gold Plated (34003)

    Kolejna odmiana słynnej 34 HD. Konstrukcja w dalszym ciągu pozostaje taka sama, natomiast zamiast chromu zastosowano galwaniczną powłokę złota 24K. Producent podaje tę samą masę katalogową 78 gramów co dla 34C w klasycznej, błyszczącej wersji.

    fot. Merkur 34G HD pokryta 24k złotem

    34S Silver Plated (34004)

    Ciekawa odmiana Merkura 34 HD w wersji pokrytej warstwą srebra. Powłoka ta, naniesiona została metodą galwaniczną. Jak podaje producent grubość srebrnej powłoki to 10 µm, a czystość 99,9%. Ten wyjątkowy produkt zapakowany jest w pudełko z tworzywa sztucznego w stylu lat 50. XX wieku, wraz z 10 ostrzami Merkur Super Platinum. Waga maszynki według deklaracji producenta jest tożsama z wagą maszynki w wersji klasycznie chromowanej i wynosi 78 gramów. Do maszynki dołączona została także karta informująca o sposobie pielęgnacji oraz potwierdzająca pokrycie maszynki warstwą srebra.

    Uwaga! Produkcja zakończona. Produkt ten nie jest już wytwarzany ani dostępny. Jeżeli jesteś szczęśliwym posiadaczem tej wyjątkowej wersji, warto zachować ją w swojej domowej kolekcji. Czas działa tutaj na Twoją korzyść – kolekcjonerska wartość tego konkretnego modelu Merkur 34 będzie z biegiem lat rosła.

    34C Metallic Grey (34111)

    Jest to najnowsza wersja Merkura 34 HD, która została wykonana w charakterystycznym metaliczno szarym wykończeniu. Pod względem konstrukcyjnym jest to wciąż ten sam klasyczny Merkur 34 HD. Nie dokonano żadnych zmian w kwestii konstrukcji głowicy. Waga maszynki to 78 gramów.

    fot. Merkur 34 HD metaliczna szarość

    Merkur 34C SG650 (34651)

    Przy tej konkretnej wersji Merkura również warto zatrzymać się nieco dłużej. Jest to ekskluzywna, limitowana edycja kolekcjonerska kultowej maszynki do golenia Merkur 34C „Heavy Duty”, stworzona dla upamiętnienia 650. rocznicy nadania praw miejskich miastu Solingen. Okolicznościowe wydanie tej maszynki to ścisły limit, dostępny na świecie w ilości jedynie 650 sztuk!

    Na boku górnej płytki (czapki) naniesiony został znak SG650 oraz indywidualny numer seryjny danego egzemplarza (od 1 do 650). Maszynka sprzedawana jest w dedykowanym, eleganckim opakowaniu, co nadaje jej wyjątkowego charakteru upominkowego. Maszynka pod kątem technicznym i mechanicznym nie różni się zupełnie niczym od klasycznego modelu Merkur 34C HD. Waga modelu z dopiskiem “SG650” również jest identyczna z klasycznym Merkurem 34c HD i wynosi 78 gramów.

    Niemiecki producent przeniósł popularny design rączki i proporcje modelu 34C do zupełnie nowych konstrukcji w postaci Merkur 34 Adjustable, która jest maszynką regulowaną oraz Merkur INOX 34 wykonanej w całości ze stali. Różnice w konstrukcji obu wymienionych maszynek są jednak na tyle duże w stosunku do klasycznej Merkur 34c HD, że zajmę się nimi w zupełnie oddzielnej sprzętowej recenzji.

    Dziękuję Ci za czas poświęcony na przeczytanie tego wpisu! Wiem, że był dość długi, dlatego tym bardziej doceniam, że udało Ci się dotrzeć aż do samego końca 🙂

    Jakie są Twoje doświadczenia w tym temacie? Jeśli masz swoje przemyślenia, pytania lub chcesz podzielić się własną historią dotyczącą Twojego egzemplarza 34c HD, sekcja komentarzy poniżej jest do Twojej dyspozycji. Śmiało zostaw ślad po sobie – z chęcią poznam Twój punkt widzenia i odpowiem na każdą wiadomość.

  • Dr. Selby czyli po urugwajsku

    Dr. Selby czyli po urugwajsku

    W świecie tradycyjnego golenia łatwo dać się porwać pogoni za nowościami. Testujemy kolejne rzemieślnicze mydła, zmieniamy zapachy i eksperymentujemy z nowymi formułami. W rotacji każdy z nas posiada zestawy, które są jak bezpieczne porty po długiej podróży. Bohaterami dzisiejszego odcinka będą mydło oraz woda po goleniu pochodzące z Urugwaju. Zestaw od “Dr. Selby” to jeden z takich właśnie, bezpiecznych portów. Zawsze z wielką przyjemnością wracam do tego zestawu, który gwarantuje powtarzalność i stabilność podczas golenia. W tym wpisie skoncentruję się na mydle, ale przy okazji kolejnego golenia tym zestawem wezmę na celownik wodę, w właściwie kolońską od “Dr. Selby”.

    Mydło do golenia “Dr. Selby” (występujące na rynkach także pod nazwą Dr. Selby Lavender Luxury Shaving Cream) to absolutny klasyk tradycyjnego golenia na mokro, uznawany za jeden z najlepszych tradycyjnych kosmetyków z Ameryki Południowej. Choć nazwa sugeruje krem, produkt ma konsystencję potrójnie tłoczonego, twardego mydła.

    Aptekarskie korzenie z Urugwaju

    Pełnoprawnym właścicielem marki jest Urugwajskie laboratorium Terry S.A. Firma z siedzibą w Barros Blancos działa w branży produkcji kremów leczniczych oraz kosmetyków od ponad 70 lat i jest związana z rodzinami Wolfsonów (50%), Rapsteinów (25%) i Vainsencherów (25%).

    Marka “Dr. Selby” nie powstała w tym miejscu, ale została zakupiona około 60 lat temu od szwajcarskiego chemika, który był właścicielem receptury leczniczego kremu. Do dzisiaj krem ten jest hitem sprzedażowym. Przedstawiciele firmy udali się do Szwajcarii, aby wynegocjować transakcję i od tamtej pory marka należy do laboratorium Terry S.A.

    Struktura firmy opiera się na trzech filarach: dermatologii, która jest podstawowym obszarem działań firmy (flagowy produkt firmy w postaci kremu leczniczego), perfumerii oraz higienie i pielęgnacji osobistej. W skład trzeciego filaru wchodzą najbardziej interesujące nas produkty do golenia.

    Firma zyskała status „Apteki zaufania” i przez trzy pokolenia budowała swoją renomę w Ameryce Łacińskiej, stając się synonimem najwyższej farmaceutycznej jakości i ochrony skóry.

    Narodziny linii do golenia

    Linia do golenia marki “Dr. Selby” (w tym jej najbardziej znany, kultowy krem/mydło o zapachu lawendowym) ma ponad 60-letnią tradycję, a jej powstanie datuje się na lata 60. XX wieku.

    W Urugwaju i innych krajach Ameryki Południowej linia ta cieszy się statusem kultowym – formuła piany i zapach są niezmienne od trzech pokoleń, przez co wielu użytkowników wspomina, że tych samych produktów używali ich dziadkowie i ojcowie.

    Najbardziej rozpoznawalnym elementem linii jest Crema de Afeitar de Lujo Lavanda (Luksusowy krem do golenia o zapachu lawendowym) sprzedawany w charakterystycznych, plastikowych tygielkach oraz tubkach. Zobacz linię produktów do golenia „Dr. Selby”.

    Krem i mydło do golenia Dr. Selby

    Aby sprostać wymaganiom tradycyjnego golenia, stworzono mydło oparte na unikalnej formule, która generuje wyjątkowo gęstą, pozbawioną pęcherzyków powietrza pianę. Zadaniem jakie postawili przed sobą technologowie było maksymalne zmiękczenie zarostu i stworzenie filmu ochronnego („poduszki”), ułatwiającego poślizg ostrza. Takie założenia doskonale wpisywały się w dermatologiczne dziedzictwo marki skupione na redukcji podrażnień.

    Opakowanie

    Mydło konfekcjonowane jest w bardzo ładnie wykonanym plastikowym tygielku o wadze 125 gram oraz w 100 gramowych tubkach. Na szczególną uwagę zasługuje plastikowy tygiel, którego pokrywkę zdobi piękny motyw z aniołami. Wzór nawiązuje do stylistyki retro i nadaje opakowaniu, klasyczny charakter. Pokrywka spełnia także funkcje użytkowe i może służyć jako podstawka pod dolną część (zawierającą mydło). Na powierzchni pokrywki znajdują się trzy charakterystyczne małe otwory wentylacyjne. Ponieważ mydło “Dr. Selby” jest produktem potrójnie mielonym, otwory te pozwalają na odprowadzanie wilgoci i powolne wysychanie mydła, nawet w przypadku jego zamknięcia. Zastosowanie otworów zapobiega psuciu się i rozmiękaniu produktu. Plastik z którego wykonany jest tygielek nie sprawia wrażenia wytrzymałego. Odnoszę wrażenie, że przy upadku dość mocno by ucierpiał i uległ popękaniu.

    Zapach

    Zapach mydła “Dr. Selby” to jeden z mocniejszych punktów, charakteryzujących to mydło. Między innymi dla tej konkretnej właściwości bardzo lubię wracać do golenia tym produktem.  Choć dominującą nutą jest lawenda, to jej interpretacja mocno odbiega od współczesnych, słodkich czy stricte kwiatowych kompozycji.

    Dla wielu osób pierwsze zderzenie z “Dr. Selby” może być zaskoczeniem. Nie odnajdziemy tu „cukierkowej” ani typowo damskiej lawendy. Zapach jest zdecydowanie wytrawny, ziołowy, surowy i lekko medyczny (co nawiązuje do aptekarskich i farmaceutycznych korzeni marki). Przypomina aromat świeżo zerwanej, roztartej w dłoniach rośliny – wraz z jej zieloną łodygą – a nie olejków eterycznych używanych w odświeżaczach powietrza.

    Społeczność tradycyjnego golenia często określa ten zapach jako „clean and soapy” (czysty i mydlany). Ma w sobie męski, oldschoolowy klimat nawiązujący do tradycyjnych wód kolońskich z lat 60. i 70. XX wieku. Jest stonowany i elegancki i nie przytłacza swoją intensywnością. W tle wyczuwalne są także delikatne nuty mentolowo-eukaliptusowe.

    Konsystencja

    Kosmetyk jest mocno zbity, twardy i trzykrotnie zagęszczony. Nie ugina się pod naciskiem palca tak jak tradycyjne kremy czy twardsze mydła. Twardość tego mydła porównałbym z tak twardym klasykiem jak legendarny Martin de Candre, które jest najtwardszym mydłem jakim miałem przyjemność się golić.

    Marka “Dr. Selby” produkuje również rzadziej spotykany, standardowy krem do golenia w elastycznej tubie – jeśli jednak kupujesz produkt w okrągłym plastikowym tygielku, otrzymasz kosmetyk o konsystencji twardego mydlanego bloku.

    Kluczowe właściwości

    Spienianie mydła “Dr. Selby” to prawdziwa przyjemność na tle niektórych mydeł z którymi miałem do czynienia podczas swojej podróży po krainie Tradycyjnego Golenia. Gęsta, kremowa, ciągliwa piana powstaje niemal natychmiast po rozpoczęciu pracy w tyglu lub bezpośrednio na twarzy.  Piana charakteryzuje się bardzo małymi pęcherzykami powietrza, które w żadnym wypadku nie wpływają negatywnie na właściwości. Nie opada podczas procesu golenia, utrzymuje gęstość i nie wysycha na twarzy. Dzięki dużej zawartości kwasu stearynowego piana jest trwała, ciężka i doskonale trzyma wilgoć przy skórze, co ułatwia zmiękczanie twardego zarostu.

    Śliskość opisywanego mydła to jedna z najbardziej cenionych cech tego produktu w świecie Tradycyjnego Golenia. Poślizg pierwotny zapewnia płynny ruch ostrza bez efektu szarpania i „przeskakiwania” na skórze. Pod palcami doskonale wyczuwalny jest śliski film.

    Po przejechaniu ostrzem na skórze w dalszym ciągu pozostaje lekko wyczuwalna, śliska warstwa filmu ochronnego, ale jest jej zdecydowanie za mało do komfortowego kolejnego przejścia ostrzem po skórze. “Dr. Selby” jest mydłem roślinnym, więc nie ma najmniejszego sensu zestawiać tego parametru z nowoczesnymi, rzemieślniczymi mydłami opartymi na łoju (tallow) czy maśle shea. Na niedomagania w tej kwestii zwrócili także uwagę użytkownicy forum “Damn Fine Shave” oraz Reddit, z którymi w pełni się zgadzam.

    Ochrona jaką może zagwarantować nam mydło “Dr. Selby” jest na zdecydowanie akceptowalnym, średnim poziomie. Jest to poziom porównywalny z mydłami Le Père Lucien opartymi na wegańskiej formule. Mydło łączy w sobie kwas stearynowy, olej kokosowy oraz bogatą dawkę gliceryny, która działa jak humektant, wiążąc wodę na powierzchni naskórka. To redukuje tarcie i wpływa w dużym stopniu na dość dobre właściwości ochronne wytworzonej piany. Producent w oficjalnych opisach podkreśla formułę „compact foaming without bubbles”. Oznacza to, że zamiast puszystej, napowietrzonej piany przypominającej gęsty szampon, uzyskujemy niezwykle zwartą i gęstą masę. Taka mikrostruktura sprawia, że piana nie zapada się pod ciężarem maszynki i tworzy stabilny bufor, dając odpór napastliwemu ostrzu 🙂

    Wydajność to bardzo mocny punkt recenzowanego mydła. Produkt słynie na całym świecie wśród pasjonatów Tradycyjnego Golenia na mokro ze swojej niezwykłej wydajności – jeden tygiel (125 g) pozwala na wykonanie ponad 400 goleń. Pod tym względem mydło “Dr. Selby” może konkurować z niemieckim, kultowym mydłem Tabac, które również słynie z olbrzymiej wydajności.

    Wizja przyszłości Dr. Selby

    Rozwój formy przedsiębiorstwa zakładał ewolucję z tradycyjnej, rodzinnej manufaktury w nowoczesną, globalną markę. Małymi krokami firma realizuje swoje założenia i wchodzi na nowe rynki. W procesie transformacji kluczowe pozostaje bezkompromisowe dbanie o najwyższe standardy farmaceutycznej jakości, które od zawsze stanowiły fundament sukcesu firmy.

    Strategiczny krok i otworzenie się w stronę Europy to nie tylko poszerzenie sieci dystrybucji, ale także transformacja struktury biznesowej, która idealnie odpowie na współczesne, wysokie wymagania nowego rynku. Firma w dalszym ciągu pracuje nad rozbudową struktury logistycznej, aby zapewnić szybką i płynną dostępność produktów w całej Europie.

    W maju na łamach Urugwajskiego Forbes pojawił się wywiad z CEO de Laboratorio Terry S.A. Martinem Alvarezem. Dzięki mechanizmom zawartym w przeglądarkach będziesz mógł przetłumaczyć całość materiału. Myślę, że warto zapoznać się z planami firmy, które w artykule przedstawia sam właściciel marki.

    Podsumowując, mydło “Dr. Selby” to produkt, któremu daleko do właściwości luksusowych mydeł rzemieślniczych, ale uważam, że warto dać mu szansę. Ta kultowa, urugwajska receptura broni się niesamowitą wydajnością, błyskawicznym wyrabianiem piany i genialnym lawendowym zapachem. Bezkompromisowy klasyk, który trzeba przetestować na własnej skórze, by wyrobić sobie własne zdanie.

  • Legendarny Tabac Original

    Legendarny Tabac Original

    Słowem wstępu

    Tabac Original to jedno z tych mydeł, które każdy pasjonat Tradycyjnego Golenia znać powinien. W dobrym tonie byłoby, gdyby od czasu do czasu wracało do rotacji między nowoczesnymi mydłami rzemieślniczymi, przypominając o swojej klasycznej sile i ponadczasowym charakterze. Za tą charakterystyczną, natychmiast rozpoznawalną nutą zapachową kryje się historia, którą rzadko poznajemy w pełnej odsłonie.

    W tym wpisie starałem się uporządkować informacje dotyczące tego kultowego mydła  – produktu, który od lat cieszy się niesłabnącą popularnością i dla wielu osób stał się ponadczasowym klasykiem. Mam jednak świadomość, że za tym wyjątkowym produktem stoi firma „Mäurer & Wirtz”, której historia jest równie interesująca, jak historia samego Tabac Original.

    Ze względu na ilość informacji, zawartych we wpisie, postanowiłem zachować jego przejrzystość i nie rozbudowywać go nadmiernie o historię producenta. Dzieje firmy Mäurer & Wirtz od początku jej powstania zostaną zamieszczone w odrębnym poście.

    Początek marki Tabac (1938)

    Według oficjalnej kroniki historycznej producenta “Mäurer & Wirtz”, po zakończeniu rozbudowy przedsiębiorstwa w 1938 roku, firma rozpoczęła produkcję luksusowych mydeł w Wiedniu, a wśród nich znajdowało się pierwotne mydło Tabac. Różniło się ono od produktu, który znamy dzisiaj. Choć zapoczątkowało globalną legendę, miało zupełnie inny charakter, przeznaczenie oraz formułę.

    W roku 1938 pod nazwą Tabac produkowano wyłącznie ekskluzywne mydło toaletowe w kostce (tzw. Luxusseife) przeznaczone do ogólnej higieny i kąpieli. Nie było ono reklamowane jako kosmetyk typowo męski. Miało status produktu luksusowego, uniwersalnego, skierowanego do zamożniejszej klienteli bez względu na płeć.

    Choć marka należała do niemieckiego koncernu „Mäurer & Wirtz”, produkcja ruszyła w Wiedniu po przejęciu tamtejszej znanej manufaktury luksusowych mydeł Riva. Wykorzystywano tam tradycyjne, austriackie receptury mistrzów mydlarskich.

    Nazwa mydła nawiązywała bezpośrednio do jego wyjątkowej kompozycji zapachowej. W latach 30. XX wieku zapachy inspirowane były surowym, aromatycznym tytoniem, mchem dębowym oraz drewnem i przyprawami. Takie nuty zapachowe uchodziły za absolutny szczyt luksusu i nowoczesnej elegancji. Wiedeńskie mydło miało pachnieć bogato, ciepło i korzennie, co stanowiło ogromną odmianę od wszechobecnych wtedy, prostych nut kwiatowych czy cytrusowych.

    Męska Tabac rewolucja (1951)

    Mydło Tabac z 1951 roku było produktem absolutnie przełomowym. Wprowadzone na rynek w czerwcu 1951 roku jako perfumowane mydło w kostce dla mężczyzn (Parfumiertes Seifenstück für Männer), wyróżniało się na tle ówczesnych kosmetyków. Po raz pierwszy potraktowano mężczyzn jako odrębną grupę odbiorców. W latach powojennych rynek kosmetyczny był zdominowany przez produkty dla kobiet — mężczyźni korzystali z mydeł uniwersalnych, pozbawionych wyraźnej tożsamości zapachowej. Tabac zmienił ten paradygmat.

    Profil zapachowy i opakowanie jako symbol luksusu lat 50

    Choć pełna receptura z 1951 roku nie jest dziś publicznie dostępna, wiadomo, że mydło miało wyraźny, męski, tytoniowy, aromatyczno‑kwiatowy profil, który później stał się fundamentem dla całej linii „Tabac Original”.

    Dominowały w nim nuty tytoniowe, nie w sensie zapachu papierosów, lecz eleganckiej, suchej, lekko słodkiej esencji tytoniu. Akcenty kwiatowe jak irys, lawenda, goździk, które nadawały kompozycji charakterystyczną „pudrową” miękkość oraz drzewne tło, gdzie na pierwsze miejsce wybijał się sandałowiec i cedr, budujące klasyczną męską bazę.

    Te cechy sprawiły, że mydło to było odbierane jako nowoczesne, eleganckie i wyraźnie męskie, co w latach 50. było rzadkością. Dla podkreślenia marki premium do którego aspirował Tabac, mydło zapakowane było w charakterystyczną rafiję — naturalny materiał, który w tamtym czasie kojarzył się z produktami z najwyższej półki.

    Mydło Tabac bardzo szybko stało się bestsellerem na terenie Niemiec, a jego sukces zachęcił “Mäurer & Wirtz” do stworzenia pełnej linii produktów dla mężczyzn.

    “Original” jako znak autentyczności marki (1952)

    Opisane powyżej, pierwsze męskie mydło Tabac okazało się produktem tak popularnym i innowacyjnym, że w ciągu kilku miesięcy pojawiły się podróbki, tanie imitacje oraz produkty inspirowane nazwą „Tabac”.

    Rynek kosmetyczny lat 50. nie był jeszcze dobrze regulowany, a sukces Tabaca zachęcił mniejszych producentów do wypuszczania „tabacowych” mydeł, które nie miały za wiele wspólnego z oryginałem. Aby chronić markę, firma “Mäurer & Wirtz” w październiku 1952 roku zdecydowała się na dodanie słowa „Original” — jako znaku autentyczności i gwarancji jakości.

    Takie posunięcie gwarantowało ochronę marki, dawało jasny sygnał, że jest to prawdziwy i niepowtarzalny produkt “Mäurer & Wirtz”. Jako zabieg marketingowy „Original” brzmiało luksusowo i podkreślało wyjątkowość produktu. Dodatkowy człon nazwy stał się także fundamentem dla późniejszych kosmetyków Tabac Original (woda kolońska 1959, mydło do golenia, woda po goleniu itd.).

    Linia kosmetyków Tabac Original (Mäurer & Wirtz)

    Co ciekawe — ten historyczny gest przetrwał do dziś. Kupując współczesne produkty “Tabac Original”, wciąż widzimy na opakowaniach dumnie naniesiony człon Original, będący bezpośrednim echem decyzji z 1952 roku. To świadome podkreślenie autentyczności, ciągłości i dziedzictwa jednego z najbardziej rozpoznawalnych męskich zapachów XX wieku.

    Narodziny legendy Tabac Original (1959)

    W 1959 roku „Mäurer & Wirtz” wykonało krok, który odmienił rynek kosmetyków męskich. Po sukcesie mydła toaletowego z 1951 roku oraz umocnieniu nazwy Original w 1952, firma zdecydowała się stworzyć kompletną, spójną linię produktów dla mężczyzn. Był to ruch pionierski — w latach 50. niewiele marek traktowało męską pielęgnację jako osobny, pełnoprawny segment.

    Dla “Mäurer & Wirtz” była to jedna z najważniejszych dat w całej historii. Producent określa ten moment jako kamień milowy w historii niemieckiej męskiej pielęgnacji. Dlatego w kontekście Tabac Original Shaving Soap rok 1959 jest właściwym punktem odniesienia dla historii linii produktów do golenia.

    Linia Tabac Original z 1959 roku składała się z trzech kluczowych produktów:

    Mydło do golenia — kremowe, gęste, o świetnym poślizgu, zamknięte w charakterystycznej ceramicznej misce. Stało się ikoną tradycyjnego golenia i jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów marki.

    Mydło do golenia „Tabac Original” w ceramicznym tygielku.

    Woda po goleniu — tonizująca, wyrazista, z klasycznym aromatem Tabac. W latach 60. była jednym z najpopularniejszych produktów po goleniu w Niemczech.

    Woda po goleniu „Tabac Original” w charakterystycznej butelce.

    Woda toaletowa — aromatyczno‑kwiatowa kompozycja z nutami tytoniu, irysa, goździka, lawendy i drzew. To właśnie ona ugruntowała status Tabaca jako zapachu eleganckiego, dojrzałego i klasycznego.

    Ten zestaw stworzył pierwszą w historii marki kompletną linię męską, która stała się fundamentem legendy Tabaca i jedną z najważniejszych dat w dziejach “Mäurer & Wirtz”. Opracowanie pełnej linii pozwoliło firmie rozpocząć międzynarodową ekspansję, a także ugruntowała Tabac jako samodzielny, silny brand, a nie tylko pojedynczy produkt.

    Tabac Original Shaving Soap (1959)

    Najważniejsze zastrzeżenie! Nie ma publicznie dostępnego, oficjalnego archiwum “Mäurer & Wirtz” prezentującego recepturę mydła w jego pierwszej odsłonie z 1959 r. Dlatego dla najstarszego okresu możemy mówić o historycznej formule łojowej, natomiast pierwsze dokładnie udokumentowane różnice w INCI dotyczą reformulacji z 2014 r. i kolejnych zmian.

    Pełny, deklarowany skład dla starego, łojowego Tabaca, produkowanego do 2014 roku przedstawia się następująco:

    INCI: Potassium Stearate, Sodium Stearate, Potassium Tallowate, Potassium Cocoate, Aqua, Sodium Tallowate, Parfum, Sodium Cocoate, Glycerin, Potassium Hydroxide, Tetrasodium EDTA, Tetrasodium Etidronate, Sodium Hydroxide, CI 77891, Limonene, Hydroxycitronellal, Linalool, Citronellol, Coumarin, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Citral, Eugenol

    Mydło posiadało stosunkowo krótką listę alergenów zapachowych, a główną bazę tłuszczową stanowił łój (tallow). Klasyczny „Tabac Original” był bardzo wysoko ceniony za niezwykle łatwe wyrabianie piany, dużą ilość piany, gęstą i kremową strukturę, dobrą stabilność piany, dobry poślizg oraz bardzo dobrą ochronę podczas golenia. Współcześni użytkownicy często właśnie tę wersję określają jako „The good old Tabac”.

    2014 — pierwsza udokumentowana reformulacja Tabac Original

    Na przełomie lat 2010–2014 Unia Europejska sukcesywnie zaostrzała przepisy dotyczące deklarowania składników zapachowych mogących wywoływać alergie (np. Limonene, Linalool, Coumarin itp.). Sprawiło to, że skład wydrukowany na pudełku nagle stał się znacznie dłuższy, co zaniepokoiło wielu konsumentów. Sama baza mydła (łój, stearynian potasu i sodu) pozostała jednak całkowicie bez zmian.

    „Mäurer & Wirtz” przy okazji zmienił także recepturę samego produktu. Była to jednak zmiana kosmetyczna, a różnice dotyczyły przede wszystkim kolejności składników oraz części substancji pomocniczych i deklarowanych alergenów zapachowych takich jak: Isoeugenol, Geraniol, Benzyl Salicylate, Cinnamyl Alcohol.

    INCI: Potassium Stearate, Sodium Stearate, Potassium Tallowate, Aqua, Potassium Cocoate, Sodium Tallowate, Parfum, Sodium Cocoate, Glycerin, Limonene, Linalool, Hydroxycitronellal, Potassium Hydroxide, Tetrasodium EDTA, Tetrasodium Etidronate, Sodium Hydroxide, CI 77891, Isoeugenol, Citronellol, Coumarin, Benzyl Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Geraniol, Benzyl Salicylate, Cinnamyl Alcohol, Citral, Eugenol

    Reformulacja wyglądała bardziej na dostosowanie składu i oznaczeń do wymogów regulacyjnych niż chęć głębszej ingerencji w zmianę samej mydlanej bazy.

    2021 — Wielka reformulacja Tabac Original

    Wiosną 2021 roku nastąpiła najważniejsza i najbardziej kontrowersyjna zmiana w historii produktu. Producent całkowicie usunął łój zwierzęcy, zastępując go bazą w 100% roślinną (wegańską). Informacje o zmianie potwierdzają zarówno dokumentowane listy składników, jak i korespondencja użytkowników z “Mäurer & Wirtz”.

    Zamiast Potassium Tallowate i Sodium Tallowate (łój) podstawą stały się sole kwasu laurynowego (Potassium Laurate, Sodium Laurate), pozyskiwane najczęściej z oleju kokosowego lub palmowego. Gliceryna trafiła znacznie wyżej w składzie (zaraz po głównych solach mydlanych), aby zrekompensować brak tłuszczu zwierzęcego i poprawić właściwości nawilżające oraz poślizg.

    INCI: Potassium Stearate, Sodium Stearate, Potassium Laurate, Sodium Laurate, Glycerin, Aqua, Parfum, Lauric Acid, Limonene, Linalool, Hydroxycitronellal, Coumarin, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Geraniol, Tetrasodium EDTA, Tetrasodium Etidronate, Benzyl Alcohol, Isoeugenol, Citral

    Reakcja rynku oraz społeczności Tradycyjnego Golenia była natychmiastowa. Nowa wersja produktu spotkała się z krytyką. Wprowadzenie wegańskiej bazy wywołało w społeczności tradycyjnego golenia ogromne poruszenie, początkowy sceptycyzm oraz falę panicznego wykupywania starych zapasów. Tabac przez dekady był uznawany za „wzorzec bezbłędnego mydła”, więc rezygnacja z łoju (tallow) została uznana za koniec pewnej epoki.

    Pierwszą reakcją na informację o usunięciu łoju był masowy wykup wkładów z hurtowni i drogerii internetowych. Na forach regularnie pojawiały się wątki, w których użytkownicy chwalili się zapasami starej wersji. Powszechne stało się wymienianie linków do sklepów, które miały jeszcze na stanie starą wersję (identyfikowaną po kodach kreskowych).

    Tradycjonaliści zgodnie twierdzili, że nowa piana na bazie laurynianów traci wilgoć znacznie szybciej niż stara, łojowa. Zamiast tłustej, kremowej kołdry, piana potrafiła lekko „znikać” lub osiadać na twarzy przed trzecim przejściem maszynki. Doświadczeni golarze zauważyli, że piana stała się lżejsza, mniej gęsta (treściwa). Charakteryzowała się niską amortyzację dla agresywnych maszynek i brzytew. Nowe mydło irytowało swoim zachowaniem. Było kapryśne na proporcje dodawanej wody i nie gwarantowało legendarnej charakterystyki piany, która do tej pory była domeną tego mydła.

    Ogromną ulgę wywołał fakt, że “Maurer & Wirtz” nie zmieniło kultowej kompozycji zapachowej. Mydło pachniało dokładnie tak samo intensywnie jak swój poprzednik. Charakterystyczny, mocny, pudrowo-tytoniowo-kwiatowy miks pozostał w procesie reformulacji praktycznie nienaruszony.

    Powody zmiany receptury

    Głównymi powodami zmiany była presja rynku na produkty wegańskie oraz łatwiejsza logistyka surowców wewnątrz Unii Europejskiej.

    W środowisku tradycyjnego golenia pojawiła się jednak informacja, że problem miał być związany z zaprzestaniem działalności głównego kooperanta, dostarczającego wysokiej klasy łój wykorzystywany w procesie produkcji. Taka przyczyna często wymieniana była także na forach i serwisach branżowych, ale nie należy przedstawiać jej jako oficjalnego, jednoznacznie potwierdzonego przez “Mäurer & Wirtz” wyjaśnienia.

    Producent informował użytkowników, że baza mydlana stosowana wcześniej nie była już produkowana w dotychczasowej formie, przez co zmiana receptury stała się koniecznością. Firma podkreślała również, że nową recepturę poddano testom stabilności, kompatybilności materiałowej i jakościowej, a produkt w fazie przedprodukcyjnej przekazany był do testów profesjonalnym punktom barberskim na terenie całego kraju.

    2024 – Cicha Korekta Bazy Roślinnej

    W 2024 roku w środowisku tradycyjnego golenia zaczęły pojawiać się informacje o kolejnej zmianie receptury. Pierwsza wersja roślinna z 2021 roku opierała się na prostej bazie laurynowej, która dawała dobry poślizg, lecz jej piana była lekka i szybko wysychała. W nowej formule z przełomu 2023 i 2024 roku producent gruntownie przebudował profil kwasów tłuszczowy.

    Czysty Lauric Acid zastąpiono składnikami z pestek palmy (Palm Kernel Acid, Sodium Palm Kernelate, Potassium Palm Kernelate). Dzięki nowym tłuszczom piana stała się gęsta, kremowa i trwała, zbliżając się do parametrów dawnej wersji łojowej. Woda (Aqua) znalazła się przed gliceryną, co ułatwia wyrabianie piany, a zamiast Tetrasodium EDTA zastosowano biodegradowalny Tetrasodium Iminodisuccinate.

    INCI: Potassium Stearate, Sodium Stearate, Potassium Laurate, Sodium Laurate, Aqua, Glycerin, Parfum, Palm Kernel Acid, Sodium Palm Kernelate, Potassium Palm Kernelate, Limonene, Hydroxycitronellal, CI 77891, Linalool, Citronellol, Coumarin, Alpha-Isomethyl-ionone, Benzyl Salicylate, Geraniol, Cinnamyl Alcohol, Isoeugenol, Benzyl Alcohol, Citral, Eugenol, Tetrasodium Etidronate, Tetrasodium Iminodisuccinate

    Dzięki tym zmianom nowa wersja zyskała uznanie użytkowników jako powrót do wysokiej jakości produktu, tak wiele znaczącego w świecie Tradycyjnego Golenia. Na forach pojawił się konsensus, że druga generacja mydła wegańskiego jest rewelacyjna i w ślepym teście mało kto odróżnia ją od klasycznego tłuszczowca. Choć puryści nadal poszukują starej wersji (Tallowate) na rynku wtórnym, większość użytkowników zaakceptowała zmianę, uznając nową roślinną bazę za jedno z najlepiej pieniących się mydeł wegańskich w segmencie masowym.

    2026 – Zmiany asortymentowe

    Na początku 2026 roku w świecie tradycyjnego golenia wybuchła panika związana z plotkami o całkowitym wycofaniu mydła. Oficjalny komunikat “Maurer & Wirtz” z marca 2026 r. wyjaśnił sytuację – mydło nie znika, ale zmianie ulega forma dystrybucji produktu.

    Wycofane zostały wymiennie wkłady (tzw. refill pucks) oraz sztyfty w plastikowych tubach. Pozostawiono w produkcji mydło sprzedawane wyłącznie w kultowym ceramicznym tyglu (oraz jako sam sztyft bez plastikowej osłony).

    This is the end

    Dziękuję Ci za przetrwanie tej solidnej porcji Tabac informacji i dobrnięcie do samego końca! Mam nadzieję, że przedstawione przeze mnie informacje okażą się pomocne i rozwieją Twoje ewentualne wątpliwości dotyczące jednego z najbardziej rozpoznawalnych wyrobów goleniowych.

    „Tabac Original” nadal czeka w kolejce do przetestowania? Najwyższy czas to zmienić. Daj szansę tej absolutnej klasyce gatunku i przekonaj się na własnej skórze, dlaczego od dziesięcioleci produkt ten cieszy się niesłabnącą popularnością. Piana, zapach i poślizg mówią same za siebie!

    W moich zbiorach znajduje się wyłącznie łojowa wersja Tabac Original. Nie miałem jeszcze przyjemności przetestować najnowszej odsłony mydła, ale podzielę się swoimi spostrzeżeniami, jak tylko porów obie wersje.

  • Naturalnie z „Le Pere Lucien”

    Naturalnie z „Le Pere Lucien”

    Kolejne golenie wykonane mydłem, które przy każdym następnym podejściu cenię coraz bardziej. Produkty “Le Père Lucien” są dość wymagające, jednak przy bliższym poznaniu potrafią dać użytkownikowi coraz więcej satysfakcji oraz argumentów, wobec których trudno uznać je za przeciętne mydła. Najwięcej kontrowersji wśród użytkowników — co potwierdzają również wpisy na forach internetowych — budzi loteryjność poszczególnych wypustów. Mogę to potwierdzić także własnymi doświadczeniami z użytkowania tych produktów.

    Najwyżej cenię sobie właśnie „Nature”, które w moim odczuciu należy do ścisłej czołówki, jeśli chodzi o charakterystykę i jakość uzyskiwanej piany. Najsłabiej wypada „Savon du Barbier Barbershop”, choć warto zaznaczyć, że mydło kupowałem kilka lat temu, a od tamtej pory produkt przeszedł reformulację. Wersja, która znajduje się w moim posiadaniu wykonana została w składzie, który umieściłem na zdjęciu.

    Ostatnie egzemplarze, wychodzące spod ręki Cyrila zostały opracowane w zupełnie innej formule. Teraz przedstawia się ona następująco:

    Ingredients: Potassium Stearate, Potassium Cocoate, Aqua (water), Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Cocos Nucifera Oil, Parfum, Sodium Chloride, Sodium Stearate, Sodium Cocoate, Beta-Caryophyllene, Camphor, Cedrus Atlantica Oil, Citrus Aurantium Peel Oil, Citrus Limon Peel Oil, Geraniol, Geranyl Acetate, Limonene, Linalool, Linalyl Acetate, Pinene, Sclareol, Terpineol

    Jak sami zapewne zauważyliście, mydło zostało poddane znaczącej ingerencji w skład. Jestem przekonany, że niesie to ze sobą poprawę charakterystyki piany oraz zdecydowanie lepsze parametry goleniowe. Niestety nie miałem jeszcze możliwości wypróbowania na własnej skórze mydła po reformulacji.

    Wracając do “Nature”, to zupełnie bezzapachowe, wykonane w roślinnej formule, hipoalergiczne mydło, które chwalone jest za swoje właściwości ochronne i ponadprzeciętną śliskość. Opracowane specjalnie dla skóry wrażliwej, która nie toleruje olejków zapachowych oraz innych składników, które mogłyby wpływać na potencjalne problemy skórne.

    Mydło to wymaga precyzyjnego dozowania wody, zachwianie właściwych proporcji uderza w jakość piany, drastycznie obniżając poślizg, ochronę przed ostrzem oraz końcowy efekt nawilżenia skóry. Jest to także jeden z zarzutów formułowanych przeciw temu produktowi, jak i całości linii “Le Pere Lucien”. Zdarza się, że natrafiam na wpisy niezadowolonych użytkowników narzekających na jakość piany, jednocześnie — według mnie zupełnie niesłusznie — zestawiając wyroby Cirila z przeciętnymi produktami z rynku Tradycyjnego Golenia. Zamiast wydawać pochopny i często niesłuszny werdykt, znacznie lepiej przeznaczyć chwilę na naukę odpowiedniej pracy z produktem oraz zapoznanie się z jego składem.

    Wariant „Nature” jest chwalony za minimalną, czystą formułę składników, zaprojektowaną specjalnie w celu zapobiegania podrażnieniom. Formuła w dużej mierze opiera się na oleju kokosowym, glicerynie i maśle shea. To połączenie zapewnia doskonały poślizg, zapewniając zastosowanie mydła przy wykorzystaniu maszynki, brzytwy czy szawetki. Skład mydła przedstawia się następująco:

    Ingredients: Potassium Stearate, Potassium Cocoate, Aqua, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter (Shea Butter), Cocos Nucifera Oil (Coconut Oil), Sodium Chloride, Sodium Stearate, Sodium Cocoate

    Wskazówki dotyczące użytkowania i konserwacji

    Producent wyraźnie zaleca pozostawienie puszki całkowicie otwartej po goleniu w celu naturalnego wyschnięcia. Taki zabieg utwardza także ​​konsystencję mydła, dzięki czemu jest ono znacznie bardziej ekonomiczne, trwalsze i łatwiejsze do nałożenia na pędzel podczas kolejnych goleń.

    „Le Père Lucien” to marka, do której wracam z wielką przyjemnością – ich produkty szczerze polecam każdemu miłośnikowi Tradycyjnego Golenia, pamiętając jednak, że poszczególne mydła wymagają poświęcenia chwili na wyczucie ich indywidualnych potrzeb pod względem dobrania odpowiedniej ilości wody.

  • Timeless Aluminium Slant

    Timeless Aluminium Slant

    Byłem w posiadaniu tej maszynki w 2024 roku i po kilkunastu goleniach odsprzedałem ją jednemu z forumowych kolegów, który (jak wieść niesie) do dziś jest bardzo zadowolony z efektów jej pracy. To kolejny wpis, który można byłoby włożyć do szuflady z napisem „retrospekcje”. Pamiętam, że w podsumowaniu roku 2024 maszynka ta znalazła się wśród największych odkryć i towarzyszyła mi podczas wielu goleń, będąc w stałej rotacji. Jedynym powodem, dla którego zmieniła właściciela, była czysta ciekawość innych rozwiązań golących.

    Przekos głowicy jest marginalny i ledwie zauważalny, jednak ta charakterystyczna cecha kwalifikuje maszynkę do grupy slantów. Dla mniej wtajemniczonych entuzjastów, dopiero wchodzących w świat Tradycyjnego Golenia, warto doprecyzować, że maszynka typu slant to konstrukcja, w której głowica i ostrze są ułożone pod skosem (asymetrycznie) względem rączki. Ukośne położenie ostrza sprawia, że włos ścinany jest pod kątem — w sposób przypominający działanie gilotyny. Rozwiązanie to odwzorowuje klasyczną, zaawansowaną technikę golenia znaną jako Gillette Slide, polegającą na prowadzeniu maszynki ruchem ukośnym. Do niewątpliwych zalet tej konstrukcji należy niezwykle gładkie golenie przy mniejszej liczbie pociągnięć, a także skuteczność tam, gdzie zwykłe maszynki potrafią „zaciąć się” na gęstym zaroście.

    Wykonanie

    Timeless Aluminium Slant wykonana została z aluminium lotniczego 6061 T6. Jest to jeden z najbardziej wszechstronnych i najpowszechniej stosowanych stopów aluminium na świecie. Najkrótsza odpowiedź: T6 oznacza, że aluminium 6061 zostało poddane obróbce roztworowej, zahartowane i sztucznie postarzane. Taki zestaw procesów nadaje stopowi maksymalną wytrzymałość mechaniczną w rodzinie 6061. Stop należący do rodziny 6xxx oznacza, że jego głównymi dodatkami stopowymi są magnez i krzem. Ten konkretny stop tworzy ochronną warstwę tlenków, czyniąc je odpornymi na warunki atmosferyczne i wodę, co nie jest bez znaczenia w przypadku narzędzia takiego jak maszynka do golenia.

    Ta maszynka zmieniła moje postrzeganie materiału, jakim jest aluminium, stosowane przy produkcji maszynek do golenia. Stal była w moich oczach tym, co nadaje maszynce charakteru i wpływa na długowieczność oraz zdecydowanie wyższą (w porównaniu do aluminium) precyzję wykonania. Myliłem się. Już pierwsze dokładniejsze oględziny Alu Slanta wykazały, że jakość wykonania wcale nie musi ustępować stalowym konstrukcjom — linie są idealnie równe, krawędzie dopracowane, a spasowanie elementów pewne i dokładne jak w modelach ze stali. Widać tę samą dbałość o szczegóły, tę samą konsekwencję w kontroli jakości i tę samą precyzję frezowania. Aluminium nie tylko dorównało stali, ale w niektórych aspektach wykazywało wyższość nad stalą, udowadniając, że liczy się kunszt wykonania, a nie uprzedzenia wobec tworzywa.

    Do niezaprzeczalnych zalet maszynki wykonanej z aluminium należy doskonała odporność na korozję: aluminium naturalnie nie rdzewieje w kontakcie z wodą i mydłem. Dodatkowo powłoka anodowana chroni metal przez długie lata. Jeżeli chodzi o aspekt cenowy, maszynki aluminiowe wykonane w precyzyjnej technologii CNC są zazwyczaj tańsze w produkcji niż ich stalowe odpowiedniki.

    Charakterystyka pracy

    Timeless Aluminium Slant jest bardzo skutecznym narzędziem przy zachowania średniego do niskiego stopnia agresji. Zapewnia bardzo dobre, gładkie golenie bez względu na zastosowane mydło czy krem. Przeprowadzone przeze mnie golenia wykazały bardzo wysoką efektywność tej maszynki przy (jak na slanta) niskiej wyczuwalności ostrza na twarzy, bez względu na zastosowanie łagodnych czy agresywnych blaszek.

    Głowica tej maszynki całkowicie otula ostrze, a końce żyletki pozostają schowane w jej konstrukcji, dzięki czemu wyeliminowano ryzyko przypadkowego skaleczenia podczas golenia.

    Z racji tego, że maszynka wykonana jest ze znacznie lżejszego materiału, może pojawić się pokusa, by podczas golenia dociskać głowicę z większą siłą. Zdecydowanie warto wyzbyć się tego nawyku, ponieważ nadmierny nacisk może prowadzić do przegoleń lub drobnych skaleczeń naskórka. Osoby przyzwyczajone do masywnych, klasycznych maszynek mogą na początku odnieść wrażenie, że aluminiowy przyrząd przypomina „plastikową zabawkę”.

    Maszynka informuje nas o golonym zaroście poprzez feedback w postaci charakterystycznego dźwięku ścinanego zarostu. Dzięki temu wiemy w którym momencie kąt natarcia na zarost jest najbardziej optymalny.

    Specyfikacja techniczna

    Niska masa maszynki — zaledwie 45 gramów — nadaje jej wyjątkową lekkość i zwinną pracę na skórze. Negatywna ekspozycja ostrza na poziomie −0,002 mm przekłada się na łagodny, kontrolowany charakter golenia, minimalizując ryzyko podrażnień. Całość uzupełnia precyzyjne mocowanie M5 × 0,8 mm, gwarantujące stabilność i kompatybilność z wieloma (także stalowymi) uchwytami dostępnymi na rynku.

    • Materiał: Aluminium 6061-T6,
    • Wykończenie: Anodowane – przezroczysta/twarda powłoka zapobiegająca zużyciu i korozji,
    • Waga: 45 gram,
    • Waga podstawki: 30 gram,
    • Ekspozycja ostrza: -0,002 mm (ujemna),
    • Rozmiar gwintu rączki: M5 x 0,8 mm

    To jedna z tych maszynek, które na długo pozostają w pamięci — nie tylko ze względu na jakość golenia, lecz także na wyjątkowy charakter konstrukcji. Jeśli pojawi się okazja jej zakupu, szczerze polecam skorzystać, bo to narzędzie, które potrafi realnie zmienić spojrzenie na świat slantów oraz bezpiecznie wprowadzić w ten świat mniej doświadczonych użytkowników.

  • Proud Made in Poland

    Proud Made in Poland

    Czasem opuszczam bezpieczną strefę nowoczesnego, bezkompromisowego golenia i wracam do prawdziwych klasyków, które pamiętają dłonie mojego taty i dziadka. Do maszynek, które nie obiecują niczego — ani sukcesu, ani porażki — a jednak za każdym razem potrafią zaskoczyć. Wizamet P‑1 jest jak kapryśny staruszek: raz pozwoli osiągnąć gładkość, innym razem zostawi ślady walki, a czasem sprowadzi na człowieka pełną katastrofę.

    Razor: Wizamet Junior P-1
    Blade: Wizamet Polsilver BN-76
    Brush: Wars
    Cream: WARS Classic
    Aftershave: WARS Classic

    Podczas wyrabiania piany na twarzy i podczas procesu golenia towarzyszył mi Lady Pank, ich „Zamki na piasku” kapitalnie wpisały się w klimat i spotęgowały poczucie retro i przeniesienia się w czasie. Głos Panasewicza, lekko chropawy, niosący się jak echo dawnych poranków.

    Zamki na piasku

    Gdy pełno w szkle

    Poranna witaj zmiano

    To życie twe

    Taśma kręci się

    Ty stoisz przy niej

    Jesteś pionkiem w grze

    Kółkiem w maszynie

    „Zamki na piasku” / Lady Pank / Tonpress / 1983

    Te słowa otworzyły przede mną drzwi do innego czasu. Oczyma wyobraźni widzi się ludzi, którzy wraz ze świtem wychodzili z bloków o szarych elewacjach. Mężczyzn w roboczych kurtkach, kobiety z termosami, dzieci z tornistrami. Panie domu w pośpiechu zawijały śniadania w szary papier, pomieszczenia wypełniał zapach zbożowej kawy, którą parzyły — zapach prosty, ciepły, dziś niemal nieobecny. Panowie oddawali się natomiast rytuałowi, który znany i uwielbiany jest przez każdego z nas.

    Dla jednych był to przykry obowiązek, dla innych — mały azyl. Rytuał, który pozwalał na chwilę zapomnieć o fabrycznym huku, o zmęczeniu, codziennej szarości. Procesowi golenia oddawali się z pasją, jakby w tych kilku minutach odnajdywali własny, cichy luksus o który tak ciężko było w tamtym okresie. Wśród nich byli moi dziadkowie: Kazimierz z pionkowskiego „Pronitu” i Leon, murarz o spracowanych dłoniach, ale sercu oddanym swojej pracy.

    Widzę ich przy małych lusterkach, z miseczką wody, z kubeczkiem do namaczania pędzla. Polsilver załadowany do — nie ma co ukrywać — słabo golących narzędzi, ale mimo wszystko czerpali z tego ogromną przyjemność. Bardzo żałuję, że nie dane im było choć raz ogolić się Merkurem Progress, Merkurem 34C, Muhle R41, nie wspominając już o kanadyjskich maszynkach Razorocka czy urządzeniach zza wielkiej wody. Pachniało Warsem, pachniało Liderem. Pachniało życiem, które w tej konkretnej chwili nie potrzebowało niczego więcej.

    Dziś, wracając do tego rytuału, próbując odtworzyć tamten klimat i odczucia podczas golenia, które towarzyszyły moim przodkom, wykonałem trzy przejścia. Dwa byłyby zbyt mało skuteczne, a i tak zostały miejsca, których nie udało się ujarzmić. Pod palcami czułem drobne nierówności, ale nie walczyłem z nimi na siłę — skóra była już wystarczająco zmęczona. Pełnego PN nie osiągnąłem, lecz to golenie miało dla mnie wartość większą niż idealna gładkość. Było jak rozmowa z przeszłością, jak dotknięcie czegoś, co nie powinno zniknąć.

    Na koniec solidny chlust poczciwego WARS Classic. Człowiek od razu staje się szczęśliwszy.

    Słów kilka na temat Wizamet Junior P-1

    Maszynka Wizamet Junior P-1 produkowana była przez Łódzkie Zakłady Wyrobów Metalowych „Wizamet”. Wykonana całkowicie z aluminium, bardzo lekka o masie nieprzekraczającej 28 gram. Rączka o cylindrycznym kształcie z radełkowaniem w kształcie rombu, które nie jest mocno wyczuwalne pod palcami i nie wpływa znacząco na poprawę chwytu maszynki. Głowica zamknięta (closed-comb) o płaskim, charakterystycznym dla Wizametów kształcie. Na egzemplarzach, które dane mi było oglądać często widoczne były drobne wżery lub utlenienia (aluminium z tamtych lat łatwo reagowało z wilgocią).

    Maszynka bardzo łagodna w swojej charakterystyce. Ostrze pracuje lekko, bez agresji i pod względem odczuć na twarzy przypomina aktualnie produkowane Feather Popular. Na tym jednak podobieństwa się kończą. P-1 nie należy to efektywnych w goleniu maszynek, a uzyskane efekty pozostawiają niedosyt. Pomimo trzech wykonanych przejść nie potrafiłem dogolić najbardziej newralgicznych miejsc na twarzy. Daje klasyczne, „retro” odczucie podczas golenia, bez ryzyka agresji.